piątek, maja 11, 2007

Rzutem Oka: Dywaniarz

No i kolejna wrzutka z gatunku "co się pojawi w podręczniku". Tym razem dzieło użytkownika DarkStorma, a mianowicie profesja Dywaniarza, bo odpowiedniej korekcie i zredagowaniu, by koncepcja idealnie pasowała do świata Rezydencji. Skąd się biorą opóźnienia w wydawaniu kolejnych notek? Stąd, że nie chcę puszczać notek bez ilustracji, a żeby wykreować ilustrację, muszę mieć skaner, a żeby mieć skaner, muszę mieć dostęp do komputera ze skanerem, a żeby mieć dostęp, ojciec musi robić coś innego, niż montowanie filmów na tymże komputerze... sami widzicie, zadanie niełatwe. Powracając jednak do Drobniaków - pierwsze primo: Dajcie upust swojej twórczości! Macie jakiś pomysł, koncept, profesję, cokolwiek, co uznacie za idealnie pasujące w świecie Drobniaków, podeślijcie mi na GG lub na tegoż maila (saise@wp.pl). Drugie primo: Zgodnie z obietnicą, niechybnie zawita tutaj opis Powrotyzmu, najważniejszej wiary Drobnych Ludków. A teraz, bez przedłużania, zapraszam do oględzin Dywaniarza.

Dywaniarz


Mały Linny zgubił się. Nie był to pierwszy raz; w całej krainie miał on opinię łobuza i wiecznego wędrowca, który chciałby wspiąć się na wszystko, co odrasta od podłogi. Teraz jednak zgubił się na poważnie i bardzo tego żałował. Ten gęsty, nieprzenikniony dywan był przytłaczająco ogromny, nawiedzony, a do tego pachniał, jak stara pani Gamig. Mówili, że zginęło tu wiele drobnych ludków, którzy teraz krążą w tym labiryncie jako duchy i straszą podróżnych. Mówili, że drobniak który się tutaj zagubi, zatraci zmysły. Mówili również, że rozsypywanie okruszków może przynieść szczęście, a nie tylko stratę dobrego jedzenia. Tak to już bywa, gdy umysł prostego drobniaka weźmie się za konstruowanie wiejskich podań. Mały Linny rozejrzał się na boki. Po obu stronach ciągnęły się równe rzędy czerwonego, a prosto przed nim, czarnego włosia. Nie był to jeden z tych nowomodnych, wyjątkowo krótkowłosych dywanów, które sięgały zaledwie do kostek, czasem do kolan. Był to prawdziwie staroświecki dywan, pełen doświadczenia w takich dyscyplinach jak „leżenie całkiem płasko” czy „bycie niepodatnym na jakiekolwiek czyszczenie”. Ten dywam miał włosie wyższe od każdego drobniaka. Był gęsty jak... jak gęstwina, właśnie. Linny zrobił kilka kroków w prawą stronę.
- Oż! – zawył głośno dywan pod nim.
Linny odskoczył do tyłu. Wybrzuszenie drgnęło, zafalowało i zamieniło się w drobniaka pomalowanego od stóp do pyszczka w czerwone i czarne pasy. Był dość zły.
- Ty przeklęty mały draniu. - wycedził niegdysiejszy dywan przez zęby. – Spójrz na moją rękę! Moje palce!
Mały Linny spuścił głowę. Chciał już przeprosić, ale znienacka uderzyły go jakieś resztki uniesionego honoru.
- To nie moja wina, że pan maluje się w dywan i kryje na ziemi. To nie jest normalne.
- To był kamuflaż! Czaję się tutaj od kilku dni! - mały Linny pokiwał głową z przekorą.
- Mój wujek też tak miał. Przebrał się za kawałek sera i powiedział, że w ten sposób zniszczy Miaurka od środka.
- Zamknij się! – głos dywaniarza był coraz bardziej rozpaczliwy.
- Ostrzegaliśmy go i namawialiśmy, żeby został, a on na to tylko „Tak, tak” i „Nie bójcie się, wszystko będzie dobrze”, a nazajutrz znaleźliśmy jego kapelusz w jednej z mysich dziur.
- Przestań! – dywaniarz chwycił go za rękę i pociągnął za sobą w kierunku czarnej ścieżki. – Wyprowadzę cię stąd. - dodał.
- Akurat! „Przebierańcy szkodzą tylko samym sobie” – tak mówi mój dziadek, a on jest starszy niż pan!
- Tylko pogarszasz swoją sytuację! – ten sam głos lawirował już na granicy płaczu. Dywaniarz przyspieszył kroku. Po chwili zniknęli w gąszczu wełny.
- Ostrzegam cię! – pisnął ktoś w oddali.


Potrzebujesz przewodnika na wyprawę po Salonie? Zgubiłeś się, a nie chcesz spędzić reszty życia na wąchaniu środków czystości? Nie ma problemu! Dywaniarze to specjaliści od poruszania się po wszelkiego rodzaju dywanach, które gęsto pokrywają podłogi Rezydencji. Drobniacy ci są niezastąpieni, kiedy trzeba pokonać jakiś kobierzec, wytropić tam zbiega lub znaleźć pożywienie. Dla nich nie jest kłopotem ustalić po stronie wygięcia włosia, którędy ktoś pobiegł kilka godzin temu lub gdzie najlepiej znaleźć jakieś pożywne okruszyny. Dywaniarze dzielą się na dwa rodzaje – wolnych najemników, którzy za odpowiednią cenę poprowadzą żądnych przygód wędrowców (czy też nieżądnych przygód kupców, którzy podróżują, bo muszą) przez swoją domenę, i na dywaniarzy-strażników, którzy tropią bandytów tam, gdzie nie potrafią tego zwykli policjanci. Mówi się, że najstarsi dywaniarze znają każdy kobierzec jak własną kieszeń. Może to nieco przesadzona pogłoska, ale doświadczeni wykonawcy tej profesji rzeczywiści świetnie znają większość dywanów w Rezydencji będąc niesamowicie przydatnymi towarzyszami w podróży. Nie należy lekceważyć również ich talentów bojowych – Dywaniarze podróżują samotnie, i nie raz muszą stanąć oko w oko z przeciwnikiem, który pragnie ich krwi (prawdopodobnie jednak, pragnie ich raczej zjeść...).

Poniższe Aspekty, Umiejętności i jedną z dwóch Osobliwości dopisz do swojej karty postaci.

Aspekty:
Wiedza o Dywanach [ ]

Umiejętności:
Kamuflaż +2 (Niezły)
Śledzenie +2 (Niezły)

Osobliwości:

W Dywanie Ukrycie –
niektórzy dywaniarze przekładają sztukę kamuflażu i ukrywania się, ponad umiejętności bojowe. Większość z nich perfekcyjnie opanowała techniki Kamuflażu – błyskawicznie sporządzają odpowiednie barwniki, znają kolorystyczne układy każdego dywanu, potrafią godzinami nie wykonywać najmniejszych ruchów, oddychając przy tym płytko. Potrafią sporządzać specyfiki maskujące zapach. Maskują się perfekcyjnie – ale tylko na dywanach. Kiedy Drobniak z tą osobliwością znajduje się na Dywanie, jego umiejętność Kamuflaż wzrasta o dwa poziomy.

Cichy Łowcasztuka kamuflażu nie służy drobniakom tylko do ukrywania się. Dywaniarze wiedzą, jak podejść swoje ofiary w taki sposób, by aż do cichego „Argh!” pozostać niezauważonym. Stąpają cicho, nie wydają żadnego dźwięku, zlewają się w otoczeniu, są poruszającą się ciemnością. Gdyby nie to, że działają w terenie i w imieniu prawa (albo w imieniu drobniaków, którzy mają dość pieniędzy, by móc nazwać je prawem), to można by było nazwać ich skrytobójcami. Gdy Dywaniarz z tą osobliwością atakuje kogoś z zaskoczenia, otrzymuje gratisowego Guzika.

1 komentarz:

Jarek pisze...

Wspaniały klimat ma twoja gra. Życzę wytrwałości i sukcesów na gier fabularnych ścieżce. ;-)